Na kominku zwolna dogasa ogień, promieniując przyjemnym ciepłem, rzuca świetliste blaski we wszystkich odcieniach czerwieni. W komnacie unosi się słodkawy zapach rozgrzanego wosku pomieszany z wonią przepalonych kłód bukowych dogasających w kominku. Noc mija. Przy ogromnym stole w wielkim skupieniu pochylona postać oświetlona blaskiem świec woskowych, zapisuje na papierowych arkuszach, kolumny liczb ułożonych w doskonałym porządku. W komnacie Mikołaja pod ścianą z wielkim oknem, przysłoniętego teraz ciężką kotarą, stoi triquetrum, trzylistwowy astronomiczny przyrząd pomiarowy, quadrant znacznych rozmiarów tablica kwadratowego kształtu z naniesioną na niej ćwiarką skali kątowej i wspaniałe astrolabium, sfera armilarna, wszystkie wykonane z drewna jodłowego. Mikołaj czuje zmęczenie całonocnej pracy, odsuwa zapisane arkusze, wstaje, przeciąga zesztywniałe ramiona. Podchodzi do okna, odchyla kotarę i spogląda w mglisty poranek wstającego dnia. Wieże katedry otula lepka wilgotna mgła i jedynie strzeliste szczyty tych wież są widoczne w tej mlecznej, bladej poświacie. Jest zimowy poranek roku 1512,za trzydzieści lat świat dowie się o jego pracy.
A moim zdaniem...