UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Od momentu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło w swym programie wyborczym propozycję wprowadzenia tego podatku, banki w Polsce uruchomiły wszystkich swoich „obrońców”, aby „zohydzać” ideę tego podatku. Mogliśmy już wtedy, ale i teraz usłyszeć, że podatek bankowy między innymi zmniejszy akcję kredytową banków, ba – że pełne jego koszty zostaną natychmiast przerzucone na klientów banków i instytucji ubezpieczeniowych. Minister finansów Paweł Szałamacha zapowiedział wtedy, że gdyby tego rodzaju działania banków miały jednak miejsce, zostanie uruchomiony Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), który jest powołany właśnie po to, aby tego rodzaju praktyki uniemożliwić. Później podczas prac parlamentarnych posłowie Platformy i Nowoczesnej zarówno na sali plenarnej, jak i na Komisji Finansów Publicznych stawali na głowach, żeby maksymalnie przeszkadzać w sprawnym procedowaniu tego projektu ustawy, nie udało się jednak ani tych prac uniemożliwić, ani nawet zahamować. Używali różnego rodzaju kruczków prawnych, żądali dodatkowych ekspertyz, grzmieli, że projekt ustawy o tzw. podatku bankowym jest niezgodny z Konstytucją RP i prawem europejskim, wreszcie zgłaszali niezliczone ilości wniosków o przerwy, ale zwyczajnie nie dali rady. Ustawa o tzw. podatku bankowym obowiązuje od 1 lutego tego roku, a banki „płaczą” i płacą.