UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
I Odnośnie młodych twórców lub nieuznanych Wszyscy biorący udział w tej dyskusji i ostro ferujący wyroki sami postawili się w roli recenzentów i krytyków (nie tylko literackich). Według badań odpowiednich instytucji na jednego statystycznego Polaka przypada w roku jedna przeczytana książka. Pogratulować wszystkim dyskutantom, że są powyżej średniej i przeczytali choć jedną książkę Ryszarda Tomczyka czy Mieczysława Lenckowskiego. I naraz wszyscy tacy specjaliści. Bravo! Ale na tym nie koniec. Część z krytyków chciałaby się pochwalić, wyjść z zaścianka, a jakże wyciągnąć swoje dzieła z szuflady i poczuć błyski fleszy, chciałaby zostać doceniona przez skostniałe struktury, które bronią dostępu. Czemu nie. Pisać każdy może. Tylko co dalej? No właśnie. Na początek moi drodzy trzeba samemu stać się kierownikiem. Napisać nie wystarczy. To musi być dobre, niepowtarzalne i niestety na top-ie, jeżeli chcecie być oczywiście czytani, drukowani, krytykowani i podziwiani. Obecnie w światku młodoliterackim modne są kolokwializmy, wulgaryzmy i w ogóle wszystkie te "wyrzygane" z wnętrza egzystencjalnej pustki człowieka XXI wieku rekwizyty pop kultury. Można by powiedzieć, że wystarczy więc trochę nabluzgać, poświntuszyć na białej kartce papieru i wystarczy. A tu nic. Atu nie działa. Dlaczego? Bo w tym wszystkim jest ważne miejsce, gdzie? Dokładniej? Elbląg przecież jest prowincją literacką, natomiast pozostają jeszcze Warszawki, Trójmiasta, Wawel. Tam też można. Jest wiele konkursów literackich o zasięgu ogólnopolskim, które można objechać ze swym teatrzykiem i wtedy nie będzie się narzekało na jednego tylko recenzenta. Bo burzyć jest trudno, ale kiedy trzeba budować to nie wystarcza, to wręcz nie to (patrz kariera Lecha Wałęsy). No cóż, jeśli przed przestrzenią i nieznanym lądem zdjął strach to może nie czas już na pisanie do szuflady. Może trzeba z niej wyjść. No tak, ale wtedy trzeba umieć się pokazać tym już uznanym albo samemu przejawić inicjatywę. Więc na razie pozostają, tu na gruncie elbląskim dwa alternatywne wyjścia: 1. SEKA 2. Nowe Stowarzyszenie Kulturalno-literackie Jeśli pierwsze rozwiązanie jest nie do przejścia, bo urzędnicy, bo układy, bo Tomczyk, itd. itp. to trzeba zakasać rękawy i do roboty. Szczerze - Powodzenia! II Odnośnie atmosfery dyskusji Dawno się tak nie śmiałem. A co do stulu odpowiedzi, jestem pod wrażeniem erudycji tak Mieczysława Lenckowskiego jak i Jana Miłoszewskiego. Dyskusja jest dowodem, że Elbląg nie jest taką skostniałą mieściną i może COŚ jeszcze tutaj się urodzi. III Odnośnie tematów dyskutowanych 1. Nowa książka Ryszarda Tomczyka jest co dla niektórych dyskutantów-recenzentów nie do przełknięcia, bo: a/ piszą, alę są niezauważeni (w tym wypadku patrz pkt I), b/ niestety mają problemy z czytaniem artykułów profesjonalnych i specjalistycznych, c/ w ogóle nie czytają nawet jednej książki średnio na rok, d/ mierzi ich zaściankowość Elbląga i sławy, któtre gdzie indziej nie błyszczą i zapewne szykują się oni do wyjazdu do jakiegoś znaczącego ośrodka literackiego w Polsce z wielką korzyścią dla tegoż (papa!). Poza tym niezrozumiałe jest dla pewnych anonimowych, a chcących być poznanymi recenzentów, dlaczego to książki Ryszarda Tomczyka wydaje SEKA (a nie ich wspaniałe dzieła np.) i kto to zatwierdza, i do tego któż na ten proceder daje pieniądze. Z mojego punktu widzenia to śmieszne pytania, gdyż znam "ten miód", wiem coś na temat sytuacji finansowej w ogóle Polski i samorządów, a nadto sam kiedyś zakasałem rękawy stowarzyszeniowca i "ten miód" też znam. A teraz krótko i konkretnie: 1. Książki do wydania w SEKA opiniuje Zarząd, 2. Zatwierdza to Zarząd, iiiiiii uuuuuuwaga! - najważniejsze, 3. Kasę wykłada najczęściej sam autor, z tym, że jeśli uzyska sponsora (prywatnego, rodzinnego, zwariowanego, urzędowo-samorządowego - ściężkę z pismami, uzasadnieniami trzeba samemu udeptać i czekać, często dłużej niż jeden rok na decyzję, która należy do URZĘDNIKA!!!!!). No i co. Koniec legend, bajań i pieśni rewolucyjnych? A tak. Kiedyś trzeba wyciągnąć głowę z chmur i samemu stać się pisarzem (jak Bóg da), reccenzentem (wedle woli twojej) lubo animatorem (a do tego poletka dochodzą także sprawy prawne, księgowe, finansowe, itd - no i czas, czas, czas). Oczywiście nie wolno zapominać, że literatura, nawet ta najlepsza czasem tylko jest dochodowa. 2. Mieczysław Lenckowski swoją wypowiedzią dogodził, jak widać, części dyskutantom. Było na co reagować, coooo? I jakoś tak poruszyło zastałe kości, zmurszałe struktury. Tak, myślę, że część z tych czytających nie w smak sukcesy Ryszarda Tomczyka. Ale pamiętajcie - on sam jest swoim kierownikiem i sam pracował na to, co teraz zbiera. Ja sam znam osoby, które czekały na kolejną książkę Tomczyka, ale i takie które nie wiedzą, kto to jest. Więc... jeśli chce się tego posmakować to szkoda czasu na puste narzekanie (tak na marginesie, to przydałby się w Elblągu kolejny recenzent literacki obeznany z tematem, ale nie Elbląga tylko literatyry) 3. Teksty w książka Mieczysława Lenckowskiego pt. "Nirvana" oraz jego wiersze rzeczywiście, ale zastrzegam się - na mój gust, wymagałyby szlifu, który zresztą sam autor nadaje sam, więc to jego własne dokonanie. Fakt, że forma, styl i poziom erudycji to jedno, a terść to drugie. Właśnie w formie teksty te wymagałyby doszlifowania. Natomiast myślę, że nie ta jawna, ale symboliczna treść tekstów Mieczysława Lenckowskiego powoduje, iż są dla niejednego odbiorcy (czytelnika) hermetyczne. Tyczy się to również i recenzentów, i Ryszarda Tomczyka. No cóż, mało kto pewnie słyszał z dyskutantów termin "dzogczen" czy powiedzmy "bon". A z drugiej strony dla może niejednego termin "Nirvana" jest śmiesznie wyświechtany, pod którym dla człowieka zachodu kryje się wszystko i Kurt, i nic. To niezrozumienie symboliki Lenckowskiego w środowisku zapewne legło u podstaw wielu nieporozumień, zaognień, no i w części, tej dyskusji. IV W sprawie środowiska artystyczno-literackiego i jego obrazu społecznego W wypowiedziach poczuć można było rozedrganie, i zdziwienie ostrością dyskusji. Ten akuret aspekt kontaktów w środowisku "twórczym" nie powinien akurat zadziwiać. W większości dużych ośrodków dochodziło, dochodzi i będzie, z pewnością, dochodzić do różnicy poglądów. Natomiast ważny jest w tym, a i owszem, poziom dyskusji. Jednak oddajmy prwadę literackiemu Elblągowi - jest cichy, prowincjonalny i mimo wszystko zaściankowy. Na prawdę, słowa które padły to nic w porównaniu do języka i formy w jakich potrafią rozmawiać ludzie "pióra" (co nie znaczy, że to jest normą). V Jeśli ktoś z Elblążan zrozumiał ton co napisałem to grtuluję.
Członek SEKA