UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Mam PCOS, Hashimoto, oraz mnóstwo innych problemów hormonalnych. Jestem już po 30-tce, o dziecko staram się od x lat, poroniłam już 2 razy i raczej pogodziłam sie z myślą, ze dziecka własnego mieć nie będę. Mam silne pragnienie bycia matką i boli mnie gdy patrzę na kobiety, które zostały obdarowane cudem macierzyństwa. 5 lat temu za namową koleżanki udałam się do InVicty gdzie dowiedziałam się co to in vitro, z czym sie wiąże. Wcześniej nie miałam pojęcia o całej procedrze i tym jakie straty trzeba ponieść by doczekać się upragnionego dziecka. Jak wspomniałam poroniłam dwa razy, i to we wczesnej ciąży, a mimo wszystko to były moje aniołki, moje dzieci, więc jak mogłabym się poddać zabiegowi, który nie ma w sobie poszanowania dla zarodków. Nie piszcie mi, ze szacunkiem jest ich mrożenie, bo to chore i niemoralne. Jeśli nas nie stac na mrożenie, to propozycje są różne, mozna zarzyczyć sobie pogrzebu (sic!), można pozostawić zarodki kilinice, ale tak naprawdę nie mamy pojęcia co się z nimi dzieje. Jako niespełniona matka przyjmuję z godnością moją niedoskonałość. Spróbuję jeszcze z rok, może dwa, a jeśli się nie uda, to adoptuję maleństwo, którego ktoś nie chciał. Moze tak właśnie miało być. Mam w sobie mnóstwo miłości by ofiarować ją jakiemuś dziecku, a nie ingerowac w naturę i rozwodzic się nad tym, czy życie poczęte jest płodem czy już dzieckiem.
Krzycha