UWAGA!

[X]

Zgłaszanie opinii do moderacji

Od ściany do ściany Kolejnym partnerem potężnych sieci, którego kosztem prosperuje wielki handel, jest – niestety – także państwo. Pod koniec lat 80. stworzyło ono obcemu kapitałowi dobre warunki rozwoju. Było to słuszne. Zagraniczne sieci pokazały sztukę handlowania, zainwestowały w budowę hipermarketów duże pieniądze (autorzy opracowania Commerzbanku „Polish Hypermarket Retailing” obliczyli, że w 2004 r. łączna wielkość inwestycji zagranicznych w handel sięgnie 7,4 mld euro). W pierwszych latach transformacji sieci mogły rozwijać się w sposób nieskrępowany. Podarowano im też wakacje podatkowe. Wakacje skończyły się już dawno, ale podatku dochodowego, który powinny płacić markety, budżet nie zobaczył. Wszystkie wykazują straty. Podobnie zachowuje się wiele innych koncernów zagranicznych, które do perfekcji opanowały sztukę transferowania zysków z Polski. Sprowadzając urządzenia czy technologie z kraju, z którego sieć pochodzi, wolą płacić drożej, aby w ten sposób pomniejszać swój dochód w Polsce. Wielkie koncerny są bezwzględne: bez skrupułów wykorzystują nasze słabe strony. Nie wystarczy więc wiedzieć, że zyski sieci są w nadmiernym stopniu transferowane za granicę – trzeba stworzyć tak sprawny aparat skarbowy, który udowodni tę praktykę i położy jej kres. Niestety, to akurat nie bardzo się nam udaje. Podobnie jak walka z korupcją. A właśnie korupcja powoduje, że hipermarkety wyrastają tam, gdzie nie powinny – np. w centrach dużych miast. Zgodnie z prawem decyzja o ich lokalizacji lub braku zgody na budowę należy do władz lokalnych. Podobnie jest w kilku unijnych krajach. Badania pokazują, że konsumenci zweryfikowali swoje poglądy i trzy czwarte ankietowanych uważa, że powinny one wyrastać na obrzeżach miast. Tym bardziej są co do tego zgodni drobni kupcy. Jeśli więc władze lokalne godzą się na postawienie wielkiego obiektu w centrum, to czyje interesy reprezentują? Ani polityka samorządów, ani też polityka państwa wobec wielkich sieci handlowych nie jest konsekwentna. W tej kwestii parlament ubiegłej kadencji halsował od ściany do ściany. Jedna grupa posłów pracowała nad ustawą, która miała zakazywać hipermarketom wydłużania terminów płatności i kredytowania się kosztem dostawców. Innej udało się w tym czasie solidnie zadbać o interes dużych obiektów i usankcjonować ulgę podatkową na zakupy za emitowane przez nie bony towarowe. W ten oto sposób przedsiębiorstwa, robiąc dodatkową wyrwę w dziurawym budżecie, wolą wypłacać pracownikom premie w bonach niż w gotówce, od której trzeba zapłacić podatek i składkę na ZUS. Kolejna grupa parlamentarzystów dokładała starań, aby zakazać handlu w niedziele i święta. Takie postępowanie prawodawców nie budzi szacunku ani koncernów, ani własnych obywateli. Hipermarkety z pewnością są potrzebne i nie należy kłaść tamy ich rozwojowi. Powinno się to jednak odbywać z głową, ku pożytkowi całej gospodarki. Na całym świecie drobny handel, ongiś panujący, musiał ustąpić hipermarketom sporo miejsca, choć zostało go też i dla niego. Konkurencja jest i będzie ostra, powinna być jednak także uczciwa. http://polityka.onet.pl/artykul.aspDB=162&ITEM=1066099&MP=3


Anuluj