UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Richard Riedl był Ślązakiem. U niego w domu mówiło się i po niemiecku i po polsku i taką śląską odmianą Wasser-Polnisch. Zmarł, a właściwie zaćpał się na własne życzenie. Nie on pierwszy i ostatni. Poszedł w ślady J. Hendrixa, J. Joplin, J. Morrisona, Kurta Cobana i dziesiątków im podobnych. Nie był w tym oryginalny. Ćpał - jego sprawa. Wiedział, że młodo umrze - jego sprawa. Zmarł - zrobił krzywdę najbliższym, być może fanom jego talentu. To przede wszystkim rodzinny problem - także Riedla-Jr. , który zawitał do nas. Na tym forum jakiś mało delikatny człowiek obraził Tadeusza Nalepę. Postąpił brzydko. Bo akurat Tadeusz Nalepa był wspaniałym bluss-manem i przeciwnością Richarda Riedla - chiał żyć, chciał żyć dla swojej rodziny i fanów jego wielkiego talentu. Zmogła go straszna i nieuleczalna choroba. Ale Jego kultowe utwory pozostały - na zawsze.
erg.