UWAGA!

[X]

Zgłaszanie opinii do moderacji

Sprawa jest prosta, dalsze podwyżki wody doprowadzą do sytuacji kuriozalnej. Nie będziemy się myć ale wycierać wilgotną gąbką lub szmatą, zużyjemy wtedy ok. 2 l wody na jedno mycie, jak kosmonauci. Zaczniemy odmierzać ilość widy do wypicia czy do zupy. Wodę z wycierania ciała, czyli mycia, gromadzimy tak jak ze zmywania (wycierania wilgotnym zmywakiem). Zgromadzoną wodę użyjemy do spłukania w toalecie, ale tylko części płynnej. Części stałe z toalety nie musimy spłukiwać bo ich tam nie będzie. Fizjologiczne części stałe "zrobimy" na kawałek tektury i zapakujemy jako zgrabną paczkę po czym wyniesiemy do śmietnika publicznego np. przy przystanku tramwajowym. W dni deszczowe łapiemy deszczówkę do oszczędnego prania zaś jej nadmiar do wycierania podłogi wilgotną ścierką. Można też przynieść kilkadziesiąt litrów wody z rzeki Elbląg jako żelazną rezerwę. W ten sposób zużyjemy ok. 5 l wody na osobę dziennie, chociaż przy większej dyscyplinie można jeszcze ograniczyć zużycie. W skali miesiąca da to ok. 0.1 do 0.2 m sześć. wody. Nie oznacza to, że wodociągowcy przerażą się niskim zużyciem wody. Cena wody urośnie do np. 50 zł za m sześć. bo wodociągi muszą z czegoś żyć. Ale wtedy zaczniemy jeszcze bardziej oszczędzać i woda podrożeje do 100 zł za m sześć. W końcu to tylko 10 gr za 1 litr ( benzyna 4,70 zł) O dalszych reperkusjach nie chce już pisać bo sam jestem już przerażony orwellowską perspektywą.

hydropatriota

Anuluj