UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
niestety prawda. My przeżyliśmy poronienie pierwszego dziecka w czwartym miesiącu ciąży i żona przez kilka następnych miesięcy nie mogła się otrząsnąć. Strata była tym dotkliwsza że staraliśmy sie o dziecko przez blisko rok. Dziś powiedziałbym że w przypadku żony była to jesli nie depresja to jej zaawansowane początki. Nikt w szpitalu nawet nie starał sie przybrać współczującego tonu, nie mówiąc o pytaniu czy chcemy pożegnać dziecko, nie wspominając już o możliwości pochówku (?!). Nie znam się na psychologicznych metodach stosowanych w takich przypadkach pozwalających na w miarę szybki powrot do tzw. normalnego życia ale z punktu widzenia niedoszłego ojca trudno jest stwierdzić czy pożegnanie martwego zarodka spowodowałoby łatwiejsze poradzenie sobie z żalem po jego stracie, ponieważ mężczyzna naturalnie przybiera rolę pocieszyciela o wiele bardziej to wydarzenie przeżywającej kobiety. Myślę że jeszcze trudniej byłoby gdyby dziecko było starsze lub zmarło przy porodzie. Nie mniej, mimo tego że nie było to tak dawno (2005 rok), wówczas zabieg usunięcia martwego płodu był traktowany jak usunięcie wyrostka robaczkowego czy czegoś jeszcze bardziej błahego. Nie wiem jak jest teraz, ale zważywszy na bardzo powolny charakter zmian ludzkiej mentalnosci mogę przypuszczać że niewiele się w tej kwestii zmieniło. Dziś mamy dwoje dzieci i właśnie zdałem sobie sprawę że rzadko wspominam tamto wydarzenie. Pozdrawiam wszystkich rodziców którzy przeżyli coś podobnego. Nie zazdroszczę Wam.