UWAGA!

[X]

Zgłaszanie opinii do moderacji

Książka, tradycyjnie już dla Wydawnictwa "Uran" jest bardzo solidnie wydana, dobry papier, dobre obwoluty itd. Co innego jej zawartość. Każdy ma prawo robić błędy, bo nie robi ich tylko ten, kto nic nie robi. Nie mam nic do tego, że taka pozycja ukazała się w Elblągu. Ale przecież jest to pokłosie pracy doktorskiej (!) V. Engler. W tym kontekście zastanawia totalna deprecjacja sensu pracy doktorskiej, do czego, niestety, autorka przyłożyła swoją rękę. Clou rozprawy doktorskiej to np. odkrywanie, analiza czegoś (np. jakiegoś dokumentu archiwalnego etc. ), czyli tego co jeszcze nie ujrzało światła dziennego, w oparciu - przede wszystkim o ŹRÓDŁA! Natomiast czytając przypisy do przedmiotowego "doktoratu" - ręce opadają! To już chyba Ulice Elbląga (które autorka b. skrupulatnie wykorzystuje) red. Grzegorza Baranowskiego są bardziej odkrywcze. Autorka bezceremonialnie, bez mrugnięcia okiem bazuje na powszechnie znanych opracowaniach, niekiedy niskiego lotu, zżynając przy okazji sporo z "Historii Elbląga" - to tak ma wyglądać doktorat? Powielanie czegoś co już wielokrotnie było zrobione ma być przedmiotem doktoratu? Jeden z tych panów naukowców, który na okładce tej książki pisze peany, prawdopodobnie ani razu nie był w Elblągu! Jemu myli się przedmaturalna rozprawa zaliczeniowa z pracą magisterską, nie mówiąc już o doktoracie. Autorka książki może spokojnie podać rękę autorce "doktoratu" o życiu społeczno-kulturalnym Elbląga w latach 1945 - 1990,czy coś tam dalej.

b. mgr

Anuluj