UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
@JaKa - Tak się składa, że mam w rodzinie osobę przewlekle chorą i na SOR bywamy bardzo często - zawsze w sytuacji zagrożenia życia. To o czym Pani pisze ma miejsce, ale rzadko, najczęściej jakieś skaleczenia po bójkach, urazy, ale i mnóstwo cierpiących ludzi czekających GODZINAMI aż ktoś się nimi zainteresuje. My zawsze trafiamy z zagrożeniem życia - twardy brzuch, zator w jelitach, wymioty, a i tak zawsze taka wizyta to minimum te 4 godziny, czasami nawet ponad 6,z osobą ledwo stojącą na nogach, wymiotującą, z ogromnym bólem. Oczywiście po odczekaniu swojego zawsze trafiamy na oddział, ale te godziny w poczekalni to koszmar, który śni mi się po nocach. Niestety uważam, że takie działanie SOR jest prowadzone systemowo, z premedytacją - w imię tego co Pani napisała, żeby komuś drugi raz nie przyszło do głowy się tam znowu zgłosić z błahym problemem... Tylko niestety odbija się to na pacjentach, którzy naprawdę potrzebują pomocy i cierpią... Jak widać po materiale TVN, czasami kończy się to dla nich śmiercią... Nie wiem czy jest szansa coś zmienić, musiała by się zmienić cała filozofia działania SOR, przydzielenie większej ilości personelu, podział na dwa oddziały - jeden przyjmujący ludzi z dużymi problemami, zagrożeniem życia, drugi obsługujący tych z skaleczeniami i lżejszymi problemami. A przede wszystkim powinna pojawić się empatia, której niektórym lekarzom na SOR brakuje...
zdruzgotany