UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
To był pamiętny widok. Pani konduktorka w granatowym mundurku siedziała na specjalnym krzesełku przy wejściu do tramwaju i dziarskim okrzykiem przywoływała do kupna biletu lub okazania biletu miesięcznego. Na sobie miała specjalną torbę z biletami i przchowywała w niej pieniądze. Nawet w największym tłoku potrafiła wypatrzeć pasażera, który nie zakupił biletu. Pod koniec lat 60 - tych zaczęto najpierw ograniczać, a ostatecznie z chwilą instalacji kasowników, zlikwidować te stanowiska. Większość tych pań jeśli nie przekwalifikowały się na motornicze była potem zatrudniana jako kontrolerka biletów popularnie zwanych kanarzycami. Ech łezka w oku się kręci i jeszcze słychać ten donośny okrzyk: "proszę nabyć bilet". A pamiętam czas jak normalny kosztował 50 groszy, a ulgowy 20 groszy.
Tak było