UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
W 1978 roku jako marynarz służby zasadniczej w stopniu starszego mata Marynarki Wojennej, brałem na pokładzie flagowego okrętu ORP udział w kilkudniowych ćwiczeniach połączonych sił morskich Układu Warszawskiego (floty ZSRR, Polski i NRD) na Bałtyku. Dowodził nimi Dowódca Floty Bałtyckiej ZSRR. W drugim bądź trzecim dniu ćwiczeń, nad naszym zespołem okrętów pojawiły się dwa nierozpoznane samoloty wojskowe. Przekazano nam, że są to samoloty sił powietrznych RFN. Ich przeloty na dość niskiej wysokości trwały około 15 do 20 minut. Potem nasz dowódca okrętu otrzymał od dowodzącego ćwiczeniem rozkaz ich "profilaktycznego" ostrzelania. Pierwsza salwa z broni pokładowej oddana ostrzegawczo nie zrobiła na nich żadnego wrażenia. Następna już z dział pokładowych spowodowała, że błyskawicznie wznieśli się na maksymalną wysokość i następnie odlecieli do bazy. W następnych dniach lotnicy latali nad nami już w znacznej odległości. Wtedy o tym nigdzie nie pisano, nawet w "wrogiej" prasie zachodniej. A teraz takie zdarzenie ma wysoką rangę medialną. A wszystko to przecież normalka.
Bywszyj matros.