UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
I pomyśleć, że w grudniu 1970 roku na ulicach naszych miast zginęło 49 osób z racji wprowadzonych podwyżek cen od 10 do 12%. A wtedy to był reżim i ponoć wszyscy byli "krótko trzymani", a teraz mamy wolność i demokrację i podwyżki nawet o 300 czy 500% przy galopującej inflacji spodziewanej pod koniec roku na 22 % jakoś nie wzbudzają sprzeciwu. A na ulicę wychodzą obrońcy wiary, klimatu czy kibice czytaj kibole, a wzrost cen przyjmowany jest z pokorą.
Luluczy