UWAGA!
[X]Zgłaszanie opinii do moderacji
Obserwuję Waszą dyskusję i przychodzi mi do głowy taka refleksja, że rozmawiamy tu wszyscy o skutkach pewnych mechanizmów społecznych, a nie o ich przyczynach. W każdym normalnym kraju szkoły i uczelnie dzielą się na publiczne i prywatne, na płatne i bezpłatne, z egzaminami wstępnymi lub bez... W każdym normalnym kraju są ludzie bardzo bogaci, zamożni, mniej zamożni, ubodzy, biedni... Każda klasa społeczna posyła dzieci do najlepszej szkoły, na jaką ją stać. Może to, co się dzieje świadczy tylko o tym, że za ( dzisiaj mocno nadwyrężonym ) prestiżem określonych zawodów nie idą dochody. Nasza klasa średnia jest na tyle sytuowana, że stać ją na opłacenie dzieciom dodatkowych zajęć w szkołach publicznych, ale już nie na tyle zasobna, by posyłać je do prywatnych, pełnopłatnych szkół. Stąd rodzą się takie hybrydy, jak omawiane zjawisko. Jako społeczeństwo jesteśmy po prostu za biedni na podziały. I to odbija się na naszych dzieciach.
Panzerzug