UWAGA!

[X]

Zgłaszanie opinii do moderacji

(. .. ) Od roku 2014 polscy pracodawcy pełnymi garściami czerpali więc z rezerwuaru, który w wyniku kryzysu i wojny z Rosją otworzył się na Ukrainie. Ale ostatnio to źródło zaczęło wysychać. Od kilkunastu miesięcy polscy pracodawcy patrzą więc tęskno w kierunku Azji. Na Bangladesz, Nepal albo Filipiny. Wyspecjalizowane agencje sprowadzają stamtąd pracowników niczym towar na zamówienie: na określony czas i w odpowiedniej ilości. Ale to wciąż zbyt mało. Stąd pojawiający się w raporcie BCC postulat, by „skrócić czas rejestracji pracowników cudzoziemskich do 48 godzin”. Albo „poszerzyć listę państw, z których pracodawcy mogą pozyskiwać pracowników na uproszczonych zasadach. Wydłużyć okres ich legalnej pracy w Polsce i urzędowo przyspieszyć legalizację ich pracy”. W akcji urabiania do tego postulatu opinii publicznej wciąż powraca mantra „brakuje rąk do pracy”. Biznes nie dodaje oczywiście, że brakuje rąk do pracy za takie stawki, do jakich się przyzwyczaił w czasach, gdy to on dyktował pracownikowi reguły gry. Stąd presja, by wpuścić do kraju dodatkowych migrantów i w ten sposób uniknąć nadmiernej (zdaniem biznesu) podwyżki płac. (. .. )

RobertKoliński

Anuluj