UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Jeśli faktycznie zmiany mają polegać na sztywnym "ubranżowieniu" szkół, tzn. każda ma uczyć kilku konkretnych zawodów, to rzeczywiście pachnie nieporozumieniem i XIX-wiecznym, ewentualnie XX-wiecznym modelem. Realia są takie, że zawody (lekko przejaskrawiając) pojawiają się na sezon, po czym znikają z rynku i tak w kółko. Młodzieży raczej potrzebne jest elastyczne kształcenie techniczne, tak aby po kilku latach zawodówki czy technikum miała możliwość szybkiego dostosowania się do nowych wymagań rynku, przestawienia się na nowsze technologie, bez zaczynania od samego początku. Np. uczniowie bardzo cenionego technikum elektronicznego w innym mieście do dziś męczą na zajęciach składanie telewizorów kineskopowych. A po godzinach zarabiają na tym, czego nauczyli się od kolegi, wujka itd. Szkoła to dla nich tylko papier. A szkoły? Cóż. .. jeśli mają ładne nabory na jakiś "kierunek", to po co to niszczyć? Młodzieży i tak będzie przez kilka ładnych lat mniej, nic tego nie zmieni, może warto postawić na pracę nauczyciela z mniejszymi grupami, a nie na oszczędności?