UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Przeżyłam 2 przyjęcia w domu, jedno w restauracji. Nigdy więcej przyjęć w domu!!! Nie dlatego, żeby się pokazać. Przyjęcie w domu to kilka dni wyjętych z życiorysu, droga przez mękę. W dzień Komunii nie umiałam się cieszyć szczęściem własnych dzieci. Byłam zmęczona, wściekła, czekałam tylko, żeby goście już sobie poszli, bo chciałam wypocząć, padałam z nóg. Niby miałam pomoc do roboty, ale i tak sama musiała wszystkiego doglądać. Trzecia komunia, bajka. .. Byłam ważną osobą, nie kuchtą w fartuszku w kuchni. Poświęciłam czas własnemu dziecku, na rozmowy, na wspólne duchowe przeżywanie uroczystości. Byłam szczęśliwa, wraz ze swoim dzieckiem. A ile pracy po uroczystości mniej, ile mniej zniszczeń, wiadomo jak to dzieci, zawsze coś zepsują, zniszczą.