UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Kubica to niezniszczalny cyborg, model T-1000 z "Terminatora II. Dzień Sądu". Czy ktoś w historii motoryzacji miał tyle zdarzeń drogowych, kraks, stłuczek, bardzo poważnych wypadków ?? Wszak on już w F3 rękę złamał, i pewnie w wózku niemowlęcym zaliczał przeróżne kraksy i wywrotki. Gdy w Kanadzie pruł bolidem powietrze szybciej niż ruska katiusza, gdy walnął w mur z 232 km/h i rozczłonkował pojazd na 100.000 kawałków to pierwsza myśl jaka się nasunęła brzmiała: w ilu kawałkach jest Kubica ? A ten co ? A nogę w kostce sobie skręcił. Pan Kubica to rogata dusza - mało mu wrażeń, więc poszedł do "Ronde di Andorra", gdzie bariera przeszyła go na wylot niczym kopie mistrza Ulryka pod Grunwaldem, doszczętnie go pomiażdżyło, połamało, krew odpłynęła, kto inny już by dawno wąchał kwiatki od spodu, a ten się wylizał i dalej swe wariactwa odstawia. Poszedł do rajdu we Włoszech to jechał bardzo dobrze, ale i przy okazji walnął w rów, skąpał się we wodzie, a to buchnął w ogrodzenie jakiegoś kościółka. Poszedł do Francji - spalił furę, na Kanarach chłodnicę rozkrochmalił, koła pourywał, wczoraj znowu dachował. I co ? nawet zadrapania. Kubica przeżyłby i eksplozję w Fukushimie, i zamach smoleński, i 11 września w WTC, i tsunami w Indonezji, i wybuch bomby w Hiroszimie, będąc w samym epicentrum. Gdyby Kubica leciał 10 kwietnia Tupolewem to po walnięciu samolotu o ziemię wyszedłby z wraku, otrzepał się, podrapał po głowie, pogoniłł ruskich żołdaków i FSB i wszczął akcję ratunkową.