UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Jeździli w orzeszkach i przeżyli, w niektórych regionach Stanów można jeździc bez kasku. Korwin-Mikke ma na ten temat swoje publiczne zdanie. W Polsce na motorowerach do lat 90-tych jeżdziliśmy bez kasków i żyjemy u Ruskich jest tak do dziś. Kask to nie drugie życie. Owszem chroni przed obrażeniami zewnetrznymi głowy, pęknięciem czaszki czy gwałtownym wstrząsem mózgu po przez amortyzacje ale to nie daje nieśmiertelności. Lekarz przyjeżdżający do wypadku motocyklisty pierwsze co stwierdza to czy są zachowane czynności życiowe i czy NIE JEST PRZERWANY RDZEŃ KRĘGOWY. Na kursach prawa jazdy uczą że najbardziej prawdopodobnym urazem jest złamany kręgosłup a kask absolutnie nie chroni przed tym. Więc możesz kupic kask za 3000 zł i zginąć na drzewie a ktoś może mieć kask za 100zł i nic mu nie będzie. Nie wierzę w cudowne właściwości kasków przeznaczonych na rynek w ilościach hurtowych. Są one przereklamowane dla mas a atest odbywa sie na zasadzie zrzucenia z 3 metrów i czy skorupa cała. Jedyne kaski mające wiarygodny atest są na zawodowych torach wyścigowych. Można również dyskutować n. t. rodzaju kasków. Jak się ma kask szczękowy z atestem oparty na śmiesznym zawiasie do uderzenia brodą o asfalt w porównaniu do integrala z atestem albo do kasków bezszczękowych z atestem. To tak jakby jeden chodził w majtkach, drugi w spodenkach gimnastycznych a trzeci w kalesonach każdy ma coś na sobie i mówi że mu ciepło. Już nie chce mówic o choperowcach jakie nie raz mają garnuszki i też żyją.
Pan Motocyklista