UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
W sobotnie przedpołudnie spieszyłam się na ważne szkolenie, rzadko korzystam z komunikacji miejskiej, jeśli już to zawsze mam ważny bilet. Długo czekałam na tramwaj (w ramach T4 - był autobus, przystanek obok dawnego kina"Syrena"). Na kolejnym przystanku usłyszałam"Bilety do kontroli", podałam bilet i tu szok, usłyszałam, że mam zły bilet. Kontrolerzy (pan i pani)wpatrywali się w mój bilet, nie pozwolili mi wysiąść tam gdzie chciałam. Mało czytelnie odbiła się czwórka, ja ją widziałam, oni niestety nie (zamiast 10.48 widzieli 10.18). Nie pomogły głosy pasażerów, którzy zgodnie stwierdzili, że dopiero wsiadłam, że przy nich kasowałam bilet. Bilet mój oglądało kilku pasażerów, którzy poparli mnie i stwierdzili, że godzina słabo, ale jest widoczna. Nadmienię, że nie jestem młodą osobą, mam 50.na karku i nie mam ochoty na żarty, ale wzrok mam dobry. Pan zmiękł i już mi uwierzył, ale pani była nieubłagana i przy tym niegrzeczna. Pojechałam kilka przystanków dalej, doszło do kłótni, pyskówki, kazali mi wysiąść. Nie dałam swoich dokumentów. Czekałam na rozwój wydarzeń. Na szkolenie już niestety nie zdążyłam, nie usłyszałam słowa przepraszam, pozwolono mi wspaniałomyślnie odejść. Moja propozycja jest taka, może warto zaopatrzyć kontrolerów w lupy? Przeprowadzać obowiązkowe badania wzroku? Albo uświadomić kontrolerów, że nie na każdym bileciku idealnie odbija się data i godzina przejazdu?
oburzona