UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Czytam ten artykuł i tak sobie wyciągam wnioski oparte na faktach. Pani redaktor opisała zwykły dzień na SOR. To, że ją to bulwersuje, to inna sprawa. Nic nowego nie odkryła. Tak wygląda dzień i praca w oddziale ratunkowym. Pani redaktor została zdiagnozowana i zaproponowano jej sposób leczenia, na który jak sądzę wyraziła zgodę - wróciła do domu. Diagnostyka trwała długo - tak jest w SOR, nic nowego. Pani redaktor zupełnie jak niektórzy mniej kulturalni pacjenci szpitala, ma zastrzeżenia co do trzaskania drzwiami, krwi na podłodze, pośpiesznego przewiezienia pacjentki, braku badania Doppler i co tam jeszcze. .. to wszystko to subiektywne odczucia człowieka - pacjenta, nie mające nic wspólnego z tym co ważne na SOR - rozpoznaniem stanu zagrożenia życia. Ta Pani wróciła do domu, więc nie była w stanie zagrożenia życia. Nie dogodzi się wszystkim. Jedni widzą pośpiech i trzaskanie drzwiami jako oznakę wyższości, inni widzą w tym zaangażowanie i szybkość bez zwracania uwagi na szczegóły typu aparycja. Bo to nie praca modelki tylko ratownictwo medyczne. Do niektórych nie dociera, że to szpital publiczny (a nie prywatny), że ma ograniczone finanse i że SOR to nie jest zwykły oddział szpitalny w którym mają spotkać się z empatią. Bo jeśli człowiek zginie, to co komu po tym, że lekarz skupił się na uśmiechu, zamiast ratować życie?
myślcie trzeźwo