UWAGA!

[X]

Komentuj korzystając ze swojego nicka. W tym celu Zaloguj się kontem portElu lub Facebooka
lub zarejestruj konto na portElu.
Anuluj

Z tego co opowiadał mi mój ojciec, który jako tobotnik przymusowy przeżył ewakuację przez zalew było to zorganizowane dosyć sprawnie. Ewakuacja była prowadzona głównie nocą. W dzień samoloty łamały lód, a wieczorem żandarmeria wyznaczała slalom pomiędzy przeęblami i kierowała ruchem. Problemem było to, ze przeręble szybko przy tym mrozie pokrywały się lodem, i jeśli ktoś zboczył z wyznaczonego szlaku to łatwo mógł utonąć. W każdym razie jeżeli wszędzie wyglądało to podobnie (mój ojciec ewakuowany był spod Braniewa, więc chyba przez Nową Pasłękę) to te straty na zalewie mogły nie być tak duże jak przypuszczamy. Pozdr. dla erg. bardzo mi się [podobają jego komentarze i solidna wiedza. A.