UWAGA!

[X]

Komentuj korzystając ze swojego nicka. W tym celu Zaloguj się kontem portElu lub Facebooka
lub zarejestruj konto na portElu.
Anuluj

Sprawa jest prosta, dalsze podwyżki wody doprowadzą do sytuacji kuriozalnej. Nie będziemy się myć ale wycierać wilgotną gąbką lub szmatą, zużyjemy wtedy ok. 2 l wody na jedno mycie, jak kosmonauci. Zaczniemy odmierzać ilość widy do wypicia czy do zupy. Wodę z wycierania ciała, czyli mycia, gromadzimy tak jak ze zmywania (wycierania wilgotnym zmywakiem). Zgromadzoną wodę użyjemy do spłukania w toalecie, ale tylko części płynnej. Części stałe z toalety nie musimy spłukiwać bo ich tam nie będzie. Fizjologiczne części stałe "zrobimy" na kawałek tektury i zapakujemy jako zgrabną paczkę po czym wyniesiemy do śmietnika publicznego np. przy przystanku tramwajowym. W dni deszczowe łapiemy deszczówkę do oszczędnego prania zaś jej nadmiar do wycierania podłogi wilgotną ścierką. Można też przynieść kilkadziesiąt litrów wody z rzeki Elbląg jako żelazną rezerwę. W ten sposób zużyjemy ok. 5 l wody na osobę dziennie, chociaż przy większej dyscyplinie można jeszcze ograniczyć zużycie. W skali miesiąca da to ok. 0.1 do 0.2 m sześć. wody. Nie oznacza to, że wodociągowcy przerażą się niskim zużyciem wody. Cena wody urośnie do np. 50 zł za m sześć. bo wodociągi muszą z czegoś żyć. Ale wtedy zaczniemy jeszcze bardziej oszczędzać i woda podrożeje do 100 zł za m sześć. W końcu to tylko 10 gr za 1 litr ( benzyna 4,70 zł) O dalszych reperkusjach nie chce już pisać bo sam jestem już przerażony orwellowską perspektywą.

hydropatriota