UWAGA!

[X]

Komentuj korzystając ze swojego nicka. W tym celu Zaloguj się kontem portElu lub Facebooka
lub zarejestruj konto na portElu.
Anuluj

Dziś rano byłem na rybach na ul. Warszawskiej. W czasie ok. 3 godzin przewineło się kilkunastu "szarpaków". Ulubione miejsce kłusowników to brzeg rzeki od strony byłych ZNS-ów, dojazd samochodem jest tam utrudniony, przez co czują się bezpieczni, niestety. Po wiosennych kontrolach Policji i innych uprawnionych służb niestety jesienią nie widać sprawdzających karty wędkarskie i ścigających kłusowników. Jeszcze jedna sprawa mnie nurtuje. Jestem wędkarzem z od 30 lat, obcowanie z wodą i rybami sprawia mi dużą przyjemność, lecz najbardziej fascynujące w tym hobby jest, przynajmniej moim zdaniem, "pojedynek" pomiędzy rybą a wędkarzem. Najważniejsze jest dla mnie znalezienie ryby, zachęcenie jej do brania i następnie udany hol. Stosuję możliwie delikatny sprzęt, cienkie żyłki, małe haki. Złapanie każdej ryby to wyzwanie i przygoda. Nie rozumiem w związku z tym ZAWODOWCÓW, łapanie setek krąpi, podleszczaków czy płotek na akord, kto więcej, szybciej. Wrzucają do wody tony zanęt, stosują mnóstwo chemii w postaci ulepszaczy, atraktorów i przez klika godzin trwania zawodów wyciągają z wody malutkie rybki. Obserwowałem dziś zawody na rzece Elbląg i odjechałem szybko zniesmaczony. To jest sport? Cóż to za rywalizacja? Jeden z zawodnków, przy którym stałem w pocie czoła uwijał się, wyciągając krąpie w tempie jednego na minutę, SZOK. To nie była przyjemność, tylko jakś harówka. Gdzie tu przyjemność? I czy to jest jeszcze wędkarstwo?

jawor29