UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
No i stało się tak, jak to zwykle bywa; zamiast odnosić się do meritum, panowie "wzięli się za bary". Te, moim zdaniem, czcze polemiki, świadczą - niestety - o tym, że miniona epoka pozostawiła w umysłach swoje piętno, a i kompleksy dokuczają. Odnoszę wrażenie, że zacietrzewieni adwersarze zgubili wręcz zasadniczy wątek, a skupili się jedynie na windowaniu swoich racji. Inni internauci z kolei poprzestali na ocenie pana Kozłowskiego, a niektórzy wręcz na krytyce jego poczynań i wytykaniu mu, że "nic dla miasta nie zrobił". Gdyby się jednak zastanowili nad tym, co piszą, musieliby dojść do wniosku, że to nie pan Kozłowski ma w ręku instrumenty, które decydują o rozwoju miasta, ale ma je samorząd z prezydentem na czele, jako władzą wykonawczą. A generalnie chodzi o to, że werdykt sądu jest stronniczy, a argumentacja kłóci się z logiką. Jeśli bowiem pan Kozłowski mógł się czuć niektórymi sformułowaniami prezydenta dotknięty, to dlaczego nie miały one znamion naruszenia godności, ja tych karkołomnych wyjaśnień nie pojmuję. Dobrze by było, gdyby adwersarze i najbardziej zacietrzewieni internauci wykazali więcej empatii i postawili się w sytuacji osoby pomówionej, ciekawe czy nadal byliby tacy pewni siebie.
fama