UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Tak w budżecie krajowym, jak i samorządowym mamy do czynienia "ze zjadaniem własnego ogona". Wydatki zostały tak niemiłosiernie rozdęte, że kasa coraz częściej się nie zgadza, stąd nerwowe poszukiwanie gotówki. W Elblągu władza (tak uchwałodawcza, jak i wykonawcza) skupia się na tym, kogo by tu "oskubać". Emerytów nie ma z czego, bo i tak są ubodzy, a poza tym jest to wiodący elektorat obecnego prezydenta i jego ekipy, trzeba więc sięgnąć do innych. Przypomina mi się jak to onegdaj podatkami i opłatami nękano tzw. prywaciarzy, dostrzegam tu analogie. W Elblągu faktycznie władza oderwała się od rzeczywistości, (te "księżycowe" inwestycje) ale mam wrażenie, że podobnie jest ze sporą częścią mieszkańców. Nie ośmielę się, tak jak Pan Aborygen, oceniać umysłowych walorów elblążan, ale wydaje mi się, że nikomu (a władzy zwłaszcza) nie zależy na tym, aby ludzi "oświecać", wyjaśniać, tłumaczyć. Zawsze (niezależnie od ustroju) lepiej jest dla rządzących, gdy lud niewiele rozumie, bo takim społeczeństwem łatwiej się manipuluje. Jak w tej sytuacji się zachować? Ano tak, jak za czasów "komuny" radził świetny tekściarz W. Młynarski, po prostu "robić swoje".
fama