UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Jakiś miesiąc temu miałem taki przypadek: poszedłem z pieskiem do weterynarza na ulicy Kosynierów Gdyńskich, ale że mój pupil nie umiał się zachować w poczekalni (wył jak najęty) postanowiłem z nim trochę pochodzić przed gabinetem. Niestety mojemu pieskowi, może w wyniku stresu, zachciało się załatwić na środku chodnika. Niewiele myśląc zabrałem go na trawnik usytuowany przed jednym ze sklepów aby dokończył co ma do zrobienia, aż tu nagle wyskakuje do mnie ekspedientka i krzyczy na mnie, że co ja wyprawiam. Spokojnie podniosłem do góry rękę i jej oczom ukazał się woreczek. Grzecznie wyjaśniłem, że już sprzątam. Kobieta się uspokoiła i obdarowała mnie nawet uśmiechem. Posprzątałem z trawnika i z chodnika i myślę sobie, że to już koniec mojej przygody. Nic bardziej mylnego. Wyobraźcie sobie, że chcielibyście na ulicy Słonecznej wyrzucić papierek po cukierku. .. nie ma mowy. .. przeszedłem z psimi odchodami w woreczku do końcu ulicy Słonecznej w stronę Traugutta i nie znalazłem zwykłego śmietnika nie marząc nawet o śmietniku na psie kupki. Morał tej opowieści jest taki: sprzątanie po psie nie boli, a nawet może spowodować, że ktoś się do nas uśmiechnie, ale wraz z akcją "sprzątaj" powinna być równoległa "śmietnik na każdej ulicy-1 psi na 2 ludzkie". A teraz ciekawostka: czy wiesz że psia kupa rozkłada się dłużej w woreczku foliowym niż na trawniku? Wszystko przez to że przyroda najpierw musi uporać się z woreczkiem a później dopiero dopadnie kupę. Człowieku sprzątaj ale mądrze.