UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Dziś obejrzałem "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona". W mojej ocenie, wyrażając się dyplomatycznie, "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" to dziwoląg, ładnie zapakowana wydmuszka i niewiele więcej. Film mnie bardzo rozczarował. Twórcy amerykańskiego przemysłu filmowego próbują sprzedać widzom jakąś pseudomelodramatyczną opowieść o życiu i miłościach "odmieńca" (samego bohatera traktując instumentalnie i pretekstowo) przyozdobioną pseudofilozoficznymi maksymami typu "kiedy przychodzi koniec musisz odpuścić". Ale jest w tym jakiś fałsz, jakaś próba oszustwa - tak to odczuwam. Aktorzy świetni - to trzeba im oddać. Świetna charakteryzacja boskiego Brada Pitta. Trzynaście nominacji do oskara - nie wiem za co. I ja tego "nie kupuję", choć obejrzałem do końca (czy do początku) tę przydługą historię czy teledysk, w którym po raz kolejny autorzy chcieli zawrzeć prawie wszystkie problemy świata, a opowiedzieli o niczym, a może nawet nie opowiedzieli.