UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Trzeba wejść na "google" i wpisać - jak oszukałem autoradar. I będzie wszystko jasne! Zdjęcie z fotoradaru przychodzi gruba po miesiącu. Jak nie widać Ciebie na tym zdjęciu, to panowie policjanci mogą Cię cmoknąć w pewne miejsce (tzn. tam gdzie brzuch traci swoją szlachetną nazwę!). Trzeba mieć na podorędziu adres jakiegoś kolegi co tom mieszka od kilka lat np. w Anglii lub Szkocji. I mówisz "mundremu" policjantowi, że właśmie to chyba ten kolega od Ciebie pożyczył autko podczas krótkiego pobytu w kraju, ale dodajesz: "nie jestem pewien, bo mógł też jechać mój kolega, który od 2 lat mieszka w np. Irlandii", chociaż "nie jestem do końca pewien, z uwagi na długi okres czasu od zdjęcia z fotoradaru". Oczywiście też nie znasz dokładne adresów tych "kolegów". Wchodząc na wezwanie pytasz się w jakim charakterze jesteś wezwany: świadka, czy podejrzanego? Gdy policjant coś tam kombiinuje - zawsze możesz odmówić podpisania protokołu przesłuchania itd. etc. Możesz też powiedzieć, że Twój kolega ze Szkocji ma identyczny samochód jak Ty i zrobił Ci kawał z numerem rejestracyjnym. A gdy policjant to zawetuje, to powiedz "mundremu" policjantowi, by pokazał Ci zdjęcie numerunadwozia Twojego autka - w korelacji ze zdjęciem z fotoradaru. Bo numer rejestracyjny - może mieć każdy i każdemu taki "numer" wyciąć! To Tobie muszą udowodnić winę, ale na pewno Ty nie musisz udowadniać swojej niewinności!
lejący cie...m m. na fotoradar