UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Ks. kapelam Bronislaw Trzciński zapisał się dobrymi zgłoskami w elbląskiej Policji po 1990 r. A początki nie były łatwe, były nawet śmieszne, wręcz kuriozalne sytuacje. Po 1990 r. nie było już suwerena Policji - tzw. "towarzyszy Szmaciaków z kumitetu", dbających o najwyższe kadry w b. milicji. Nowe władze w Policji nie wiedzialy więc jak postępować, by obsadzić vacat komendanta miejskiego? W tym czasie wokół kapelana pojawiło sie paru nadgorliwych "milicjantów-ministrantów", co chętnie mu podpowiadali. Ale kapelan był sprawiedliwie ostrożny i chciał integrować wokół kościoła, daleko zateizowane środowisko policyjne. Zapraszał delikatnie na msze i chętnie widział tu przedstawicieli władzy w mundurach. Frekwencja na mszach była jednak niska, ale pojawiała się tam systematycznie pewna umundurowana para. Mile zaskoczony kapelan zapytał znajomego Policjanta -kto zacz? Tenże powiedział kto, ale dalej już w komendzie powiedział, że kapelan pytał się o tego co z połowicą systematycznie jest w kościele na Rawskiej. Co robić? Mianować tego "nawróconego na wiarę milicjanta" na nowego komendanta Policji!!! I tak się stało, a Bogu ducha winien kapelan Trzciński nawet zamiaru nie miał by ustawić wtedy policyjne kadry. Ale "poszły konie po betonie" - z krzywdą dla nowomianowanego komendanta, gdyż ten biedak nie dość, że miał marne pojęcie o kierowaniu Policją to do tego równie marną znajomość ortografii i języka polskiego! Długo więc "nie porządził!
pijacy się "chowią w krzakach