UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Najbardziej oczywistym wątkiem tego artykułu jest brak pomocy pacjentowi w trudnej sytuacji. Ale życie jest czasem jak telenowela, albo kryminał napisany przez zręcznego autora. Wszystko dobrze się zapowiada, żeby nagle się skomplikować w sposób całkiem nieoczekiwany. A przy tym nic nie jest proste, ani oczywiste w sposób czarno-biały. Tym się jednak – niestety – życie od tego rodzaju gatunków literackich i filmowych różni, że nie zawsze puentą jest zgrabny morał, bo nie zawsze dobro zwycięża. Moim zamiarem, oprócz przedstawienia historii Michała, było obrazowe ukazanie tego całego bagna, w którym wszyscy siedzimy po uszy. Żeby przeżyć - nie tylko od pierwszego do pierwszego, ale i dosłownie – musimy kombinować, “załatwiać”, “stawać na głowie”. Jedni drugich psujemy -”pochodzimy”, korumpujemy, szantażujemy... Powiedzenie, że służba zdrowia w tym kraju jest chora, już jest banałem. I doraźne łatanie, dłubanie przy ustawach na pewno jej nie uzdrowi, ale żaden rząd nie może się zdobyć na reformę finansów publicznych i na interesującą nas w tej chwili dogłębną reformę opieki zdrowotnej. P.S. Ja osobiście nie wierzę, aby doktor, który operował Michała, harował po 20 godzin na dobę, aby mieć jeszcze ładniejsze felgi, albo ciuchy najdroższych projektantów. Myślę, że on jednak ulega prośbom i błaganiom pacjentów, i że za tę dobroć może drogo zapłacić – nie jest przecież niezniszczalny.
ESzC