UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Wprawdzie dziś słonka nie było na porannym spacerze do pracy mimo to do biura wszedłem bardzo rozanielony. Szedłem ja sobie przez park a zewsząd dobiegały mnie odgłosy wiosny. Coś tam zaszeleściło w kupce liści nie zebranych jesienią, coś zatreliło a tam zaświergotało. Wyobraźcie sobie, idę niespiesznie, bo w końcu do pracy nie ma co się spieszyć, a przed sobą widzę trzęsący się bezlistny krzaczek. Jakieś piski i skrzeczenia stamtąd dochodzą, ale nie widzę, któż ten rumor czyni? Podchodzę bliżej a tam PIERDZIOSZEK CUDACZNY ze swoją PARTNERKĄ dokazuje. On Ją i z tyłu, i z boku, i z góry, i w rozkroku. Dziesięć razy za jednym zamachem, niespeszeni moją obecnością czynią swawole, ino chrust z gałązek się sypał. O ja piórkuję, On może ze 20 gram Ona nieco większa a ile energii życiowej. Chwilę stałem bezecnie się patrząc na to zjawisko, zachwycony. Ach, co za widok. Do biura wszedłem sprężystym krokiem z uśmiechem dzięńdobrując wszystkim Paniom. Tak, natura potrafi zawstydzić.
Kosmita