UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Był taki jeden filozof zwany ludem, który za cholerę nie trawił historii i wszelkie historie puszczał koło uszu. I byłby robił tak dalej, ale życie zweryfikowało jego niezłomne poglądy. Otóż w chwili słabości, postanowił ruszyć z posad bryłę świata i wraz z jemu podobnymi. I o dziwo ruszyli, ale bryła ruszyła z takiego kopyta, że o zabraniu się z nią nie było mowy. Chyba, że skakać do niej, jak do pociągu, ale to grozi kalectwem niechybnym. Tak więc nasz bohater został się z niczym, jak ten przysłowiowy gwóźdź w desce. Ale nie stracił nadzieji, że jeszcze i mu zaświci słońce i będzie na pierwszych stronach poczytnych gazet. A może nawet internetowych. Bo najważniejszy jest optymizm i pewność siebie. To nic, że z wyglądu zwykle nic, ale nos w górę, brew w górę i już widać idzie ktoś. I to nie zwyczajny ktoś, ale potencjalny gigant. Olbrzym. A przecież przynależność jego jest mikra, nieduża zaledwie marszałek Senatu. Ale podobno, każdy marszałek nosi tytuł prezydenta zastępczego i tylko kiedy zechce, kiedy tylko poczuje taką potrzebę powoła siebie na każde stanowisko w państwie. Jest taka możliwość, co prawda od niedawna, ale jest. A taka zaklęta w żabę księżniczka, nawet sama siebie nie umie pocałować, aby się odczarować i żebrze do każdego przechodnia - Weź mnie pocaluj, no nie bądź świnia i chytrus. .. Jakie to smutne i upakarzajace. ..
mieszkaniec.