UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
No i właśnie ta definicja "hejtu", którą podał R. Koliński dyskredytuje całe to pojęcie i etos walki przeciwko hejtowi, bo pokazuje dobitnie, o co w tym wszystkim chodzi - o wprowadzenie cenzury (a z czasem autocenzury - żeby człowiek sam się bał zostać uznany za "hejtera", zwłaszcza jeśli na straży takich rzeczy będą stać algorytmy, jak na Facebooku). Te definicje są strasznie mętne i oczywiście za sędziów w takich sprawach uważają się zawsze osobnicy pokroju Kolińskiego. Dla normalnie myślącego człowieka, główną cechą wartościującą wypowiedź jest jej prawdziwość. Jeżeli coś jest tępym i bezpodstawnym wyzwiskiem, to spłynie po odbiorcy jak po kaczce. A jeżeli pojawia się chęć kneblowania i cenzury, to tylko znaczy, że adwersarz uderzył w czuły punkt i że "coś jest na rzeczy". I w tym cała tajemnica politycznej poprawności, konceptu "hejtu" itp. - to są koncepty, które mają w świadomości społeczeństwa zastąpić prawdę - uczynić ją nieistotną. PS: Szkoda, że redakcja nie przepuszcza kulturalnych i merytorycznych wypowiedzi. Udowadniacie w ten sposób prawdziwości moich powyższych stwierdzeń.
qazwer