UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
Jestem "bogatym" żeglażem kożystającym z mariny Wodnik, członkiem klubu żeglarskiego. Mam jacht wartości średniego, używanego, samochodu, nie wyjeżdzam na wycieczki go grecji, jeżdzę 19to letnim prutasem. Wakacje spędzam na żaglówce na Zalewie Wiślanym ( co za atrakca za te miliony). Ciesze się że następują inwestycje i zmiany w infrastukturze bo może zachęci to innych do kożystania z wody. Dlaczego? Bo wtedy zobaczą, że nie trzeba być krezusem żeby odczuwać przyjemność z bytowania na wodzie. Że im więcej ludzi ma sprzęt tym więcej inwestorów i niższe ceny (może kiedyś). Aktualnie ten sport jest ogromnym obciążeniem budżetu domowego, wymagającym także dużego nakładu czasu i wiedzy zdobywanej po mału i latami i wyrozumiałości ze strony rodziny. Nie chcę oceniać ludzi krytykujących tego typu inwestycje bo ich nieznam, tak samo jak oni nie znają sytuacji żeglaży w polsce. Są bogaci, są i biedni (tak jak na drogach, jak w sklepach, w pracy, wszędzie). Z changaru nie kożystałem od dawna i nie będę kożystał bo mnie na niego nie stać ale czy krytykuję że powstał dla bogaczy? Nie. Bo może nuedługo powstanie kolejny i kokejny i może mnie też będzie stać na kożystanie z takuch udogodnień. A jak jest przydatny w zimę wiedzą tylko krezusy z garażami dla swoich samochodów.
Żeglarz "krezus"