UWAGA!
[X]lub zarejestruj konto na portElu.
marsz, mimo wszystko, dostarcza dużo śmiechu. Gdyby hasłem "Chcemy Boga" odwoływali się narodowcy tylko do starotestamentowego Boga Jahwe, co wycinał w pień całe plemiona kobiet i dzieci, to można by pewną integralność zrozumieć. Gdy jednak odwołują się do chrześcijańskiego Boga, to jest zrodzonego z pozamałżeńskiego związku, "ciapatego" uchodźcy Jezusa, który mimo swej wszechmocy nawet palcem nie kiwnął w narodowej sprawie wyzwolenia narodu żydowskiego spod rzymskiej okupacji, to można się tylko uśmiechnąć. W końcu, gdyby Jezus odpowiedział na błagania narodowców i zjawił się dziś na marszu, pewnie po 10 minutach musiałby przepraszać, że nie zna polskiego, kolor skóry to ma po matce, i bynajmniej nie chce się wysadzić na, nomen omen, Stadionie Narodowym.